Recenzje

 

 

C.V.
KONCERTY
NAGRANIA
KONKURSY
DYPLOMANCI
GALERIA
RECENZJE
AVE MARIA
KONTAKT

 

 Opera to trudna sztuka.
- Najgorzej mieć matkę śpiewaczkę - wzdychała w dzieciństwie Ania. I teraz też narzeka, że nigdy nie ma mnie w domu - wyznaje pani Bożena. W latach 70. i 80. swoje operowe życie spędziła na walizkach, zawsze rozdarta między kilka scen naraz: Opera Bałtycka i Bytomska, Teatr Wielki w Łodzi i Poznaniu. W blasku migotliwych świateł, w pięknych strojach i dekoracjach żegnały ją brawa eleganckiej publiczności. Zaraz potem pędziła co tchu na dworzec, do brudnego, obskurnego pociągu, w którym witał ją opryskliwym słowem konduktor w wyszmelcowanym uniformie. Dwa światy! Gdy była w rozjazdach, opiekę nad Anią sprawowała Babcia. Zdarzało się jednak często, że na krótkie tury zabierała małą ze sobą. Córka zapamiętała taki obrazek: oto w Bytomiu, zziajane wpadły na peron, na kilka minut przed odjazdem nocnego pociągu. Prosto z przedstawienia. Pani Bożena, która nawet nie zdążyła się rozmalować, siedzi w eleganckim futrze na odrapanej ławce i łapczywie pochłania zabranego na drogę kurczaka. - Śpiewałam wtedy „Toscę”. Taka rola, to duży wysiłek fizyczny. Byłam wściekle głodna i nie wytrzymałam do przyjazdu pociągu -       komentuje incydent.

Zawsze interesował ją teatr, chciała zostać aktorką. Po maturze zaczęła pracować w teatrze „Miniatura". Tam odkryto, że ma glos - sopran, którego nie wolno zmarnować. Ukończyła wyższą szkołę muzyczną.            Śpiew to moje życie, powołanie - uśmiecha się. Ma w repertuarze 21 oper, a na koncie wiele międzynarodowych sukcesów. W 1973 r. wytypowana została na konkurs do Japonii. Wszystko było debiutem: po raz pierwszy śpiewała z orkiestrą i ruszała za granicę, pierwszy raz leciała nieprawdopodobnie komfortową angielską linią - uwaga! - przez biegun północny z przystankiem na Alasce! Było akurat 1 Maja i Rosjanie nie puszczali przez swoje terytorium. Zapewne z obawy, aby nic w powietrzu nic zmyliło czujności i defiladowego kroku na ziemi. Z międzynarodowych konkursów przywoziła nagrody i medale. Kolekcję laurów dopełniają nagrody i wyróżnienia wojewody gdańskiego i prezydenta Gdańska.

Zawsze była niepokorna, znała swoją wartość.

- Opera to trudna sztuka. Wymaga profesjonalizmu i perfekcjonizmu - mówi. Wymagam tego od siebie i innych. To rodzi niekiedy spięcia. Przylgnęło do mnie, że jestem konfliktowa.

W tym co mówi, przyznaje, jest trochę goryczy. Czuje się nie w pełni wykorzystana, mogła więcej śpiewać na scenie. Ma jednak też za co dziękować Panu Bogu. Zawsze roztoczony był nad nią parasol ochronny. Teraz jasno to widzi: gdy nie była na przykład obsadzona w operze, to akurat przychodziła oferta z Bratysławy i jechała, by zaśpiewać swoją ukochaną „Toscę”. Wracała z nimbem sukcesu, który ją uskrzydlał i pomagał znosić przeciwności losu. Dużo w życiu zawdzięcza przyjaciołom. Jej małżeństwo trwało tylko dwa lata. Samotnie, choć z pomocą Matki, wychowywała córkę, trzeba było zarobić na dom. Miotała się między robieniem kariery a powinnościami rodzica. Jednak tak naprawdę do wielkiej kariery, robionej za wszelką cenę, nie parła. Ważne miejsce w jej życiu zajmuje córka. Dużo jej poświęciła i wychowała na wspaniałą kobietę. Anna jest nauczycielką z prawdziwego powołania, ma męża Tomasza i dwie córeczki - 20-miesięczną Dorotę i 4-miesięczną Aleksandrę. Mieszkają wszyscy razem. Pani Bożena twierdzi, na podstawie wnikliwych obserwacji, że starsza panienka będzie artystką, wskazuje na to niezbicie różnorakość zachowań. Młodsza zostanie niechybnie naukowcem: myśli i obserwuje.

Pani Bożena już od roku nie śpiewa w Operze Bałtyckiej. Szkoda jej sceny, ale - szczerze mówiąc - nie żałuje. Odnalazła drugą pasję: kształcenie młodych. Uczy śpiewu w Akademii Muzycznej i poświęca temu zajęciu czas i duszę. Dużo występuje. Ostatnio trzy miesiące była w Londynie, gdzie bardzo się podobała i skąd przywiozła wspaniałe recenzje. Zaczęła nagrywać kasety z polskimi pieśniami. To wielkie przedsię­wzięcie. Zbiera to wszystko, co gdzieś jest rozproszone w nutach, osobnych nagraniach, aby ocalić od zapomnienia, uchronić ulotne piękno. Nagrała już trzy. Z pieśniami legionowymi i patriotycznymi. W przygotowaniu są pieśni Chopina, po nich przyjdzie kolej na cały romantyczny i liryczny repertuar. Zaplanowała 13 kaset. Jest prezesem Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego i to przedsięwzięcie doskonale mieści się w ramach działalności.

- Przepadam na całe dnie. Akademia, fundacja, nagrania, koncerty, życie towarzyskie, to wszystko bardzo mnie absorbuje. Staram się jednak nie zaniedbywać najbliższych: córka tak lubi, kiedy jestem w domu.

Rita Krzyżaniak – Dziennik Bałtycki 2/3 grudnia 1995
                                                                                                                            
BOŻENA PORZYŃSKA – 25 LAT NA SCENIE.
-Dwudziestopięciolecie pracy - mówi Bożena Porzyńska - to jubileusz, który budzi pewne refleksje. Taki moment każdy chciałby przeżyć z przyjaciółmi, a w moim zawodzie przyjaciół można spotkać niewielu. Żeby ten dzień wypadł przyjemnie, zaprosiłam do udziału w koncercie artystów najbardziej mi bliskich. Szymon Kawalla jest przyjacielem przez duże „P". Bardzo mi pomógł i w pracy zawodowej, i w życiu rodzinnym. Kiedy w stanie wojennym znalazłam się bez pracy, on pierwszy podał mi rękę. Dzięki niemu dużo śpiewałam i udało mi się zapomnieć, że wyrzucono mnie z dwóch oper - poznańskiej i gdańskiej.

- Czy pochodzi pani z rodziny, w której obecne były tradycje muzyczne?

- Mój dziadek był pianistą, całe życie przegrał na organach. Wychowywałam się u
dziadków. Cała moja rodzina była bardzo muzykalna, mama i ojciec śpiewali. Ja pragnęłam
śpiewać od dziecka, ale na pewien czas te marzenia się zawieruszyły. Zaczęłam interesować się dramatem, marzyłam o szkole teatralnej. Całe życie pociągała mnie scena i dlatego najlepiej się czuję w kreacjach operowych. Przez dwa lata byłam adeptką w Teatrze „Miniatura". Jednocześnie zaczęłam kształcić głos u prof. Haliny Mickiewiczówny w Szkole Muzycznej II Stopnia w Gdań­sku. Z wyróżnieniem ukończyłam następnie ówczesną Państwową Wyższą Szkołę Muzyczną w Gdańsku w klasie doc. Barbary Iglikowskiej.

- Już w czasie studiów zdobywać zaczęła pani czołowe nagrody na konkursach śpiewaczych. Pierwszy pani sukces to V nagroda na Międzynarodowym Konkursie Wokalnym w Tokio (1973 rok), a następnie III nagroda na Międzynarodowym Konkursie Wokalnym im. „Francesco Vinas" w Barcelonie (1974), I nagroda na Międzynarodowym Konkursie Śpiewaczym w Tuluzie oraz Grand Prix (1974), Złoty Medal na Festiwalu Śpiewaczym im. Kati Popowej w Plewen w Bułgarii (1976). Takimi sukcesami poszczycić się może niewielu śpiewaków. Czym są dla pani konkursy?

- Mnie rezultaty wszystkich konkursów, w których brałam udział, zaskakiwały, ponieważ jadąc na koncert nigdy nie liczę na nagrodę. Myślę, że na sukcesy przychodzi czas dopiero po dziesięciu latach kształcenia głosu. Taki okres jest potrzebny, żeby głos brzmiał jak prawdziwy instrument i żeby osobowość artysty się rozwinęła. Pierwszą nagrodę zdobyłam w dziewiątym roku swojej edukacji.

- Czy ma pani własną receptę na powodzenie na scenie?

- Są artyści. którzy są nastawieni na zrobienie kariery. A ja po prostu żyję. Życiem rodzinnym, towarzyskim. Dzięki temu optymistycznie patrzę w przyszłość. Tak się jakoś składa, że w trudnych momentach los zsyłał mi wielką miłość, ciekawy romans, i to pozwalało zapomnieć o strasznych cierpieniach zawodowych. Negatywne przeżycia - doświadczałam tego wielokrotnie -choć bolą, pomagały mi w stworzeniu scenicznej postaci. Rzecz znamienna, gdy jestem szczęśliwa, poddaję się życiu, gorzej mi się twórczo pracuje.

Przez te dwadzieścia pięć lat żyłam sztuką i miłością. Realizowałam się na miarę swoich możliwości. Doszłam już dawno do takiej formy, że mogę w śpiewie przekazać to, co czuję. Nie tylko w życiu, ale i w pracy na scenie najważniejsza jest miłość. Kochać trzeba utwór, żeby go dobrze zinterpretować. Wszyscy na scenie musimy się wzajemnie lubić. Ważne jest dobranie dla siebie dyrygenta i partnerów śpiewaków, z którymi wyczuwamy się wzajemnie. Bo miłość, rozumiana jako pozytywny stan emocjonalny, wyzwala w człowieku najwspanialsze wartości, bez których sztuka nie może istnieć.

- Pomimo iż w 1984 roku powróciła pani na scenę Pań­stwowej Opery Bałtyckiej, publiczność  prawie pani nie oglądała..

- Przygotowałam rolę Faworyty do opery Donizettiego, która bardzo rzadko śpiewałam mimo że ta rola była dla mnie napisana. Śpiewałam, także rzadko, partię Abigail w operze Nabucco, z której się na jakiś czas wycofałam, a potem już nie zostałam wprowadzona na scenę. Następną rolę, Butterfly. także śpiewałam bardzo rzadko. Za dyrektora Kiełbowicza prawie nie pojawiałam się na scenie. Artystycznie wegetowałam i ta wegetacja trwa do dzisiaj. Przez te dziesięć lat ludzie o mnie zapomnieli. Niedawno się dowiedziałam, iż niektórzy myślą, że jestem za granicą.

W swoim repertuarze mam prawie dwadzieścia oper, partie oratoryjne, a także pieśni kompozytorów polskich i obcych. Sądzę, że gdybym mieszkała na Zachodzie, nie marnowałabym, tak jak się to dzieje tutaj, swoich szans.

- Jakie ma pani plany zawodowe na najbliższą przyszłość?

- Stoję w tej chwili przed niczym. Nie wiem, co przyniesie jutro. Cieszę się, że Państwowa Opera Bałtycka zorganizowała mi jubileuszowy koncert, ale po nim instytucja ta rozwiąże ze mnę umowę o pracę. Zrezy­gnować ze śpiewania nie mogę, jestem w tej chwili w rozkwicie. Mam w sobie wielki potencjał artystyczny i emocjonalny. Trafiłam jednak na okres, który jest dla kultury bardzo ciężki. Powinnam nagrywać. Sądzę, że uda mi się wraz z Romanem Peruckim nagrać drugą część kasety „Ave Maria" (nakład pierwszej rozszedł się w całości), jednak wiem, że w tej chwili o wersjach kompaktowych nie ma co marzyć. Mam przygotowany repertuar do płyty z recitalem polskich pieśni. Nie udało mi się jednak, jak dotąd, znaleźć sponsora, który pomógłby ten plan zrealizować.
-
Jaki dziś zaprezentuje pani program?

- Wybrałam bardzo trudny repertuar. Będą to arie operowe z towarzyszeniem orkiestry,
mezzosopranowe i sopranowe, które wymagają  wysokich kwalifikacji wokalnych. Ciekawostką będzie udział w koncercie Joanny Kawallówny (skrzypce), która właśnie teraz  złożyła maturę ogólnokształcącą i zawodową. Joanna wchodzi w życie zawodowe (na to pozwolić sobie może tylko instrumentalista, śpiewak niestety nie), podczas gdy ja obchodzę swoje ćwierćwiecze. Joasię znam od urodzenia, bardzo mi miło, że będzie w moim towarzystwie zaczynała karierę. Jest bardzo uzdolniona, pracowita. Życzę jej wielu sukcesów.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 

Śpiewać, ale tylko sercem E. Melech


Profesor Barbara Bragińska-lglikowska, znakomity pedagog i wychowawca wielu utalentowanych śpiewaków i śpiewaczek, przez wiele lat prowadząc klasę śpiewu w gdańskiej PWSM, stworzyła własną szkołę. Mówi się o niej nie tylko w kraju, ale i za granicą. Jej wychowankowie zdobywali bowiem na krajowych i międzynarodowych konkursach czołowe miejsca. A trzeba dodać. iż liczba ich jest pokaźna, że tylko wymienimy Zofię Janukowicz-Pobłocką, Stefanię Toczyską, Bożenę Porzyńską, Wandę Bargiełowską-Kutkowską, Floriana Skulskiego, Tadeusza Prochowskiego.

Do szczególnie utalentowanych wychowanków prof. Barbary Bragińskiej-lglikowskiej należy Bożena Porzyńska (sopran), artystka o dużej inteligencji muzycznej, obdarzona głosem o pięknej, szlachetnej barwie, czystej intonacji i klarowności.

Kariera artystyczna Bożeny Porzyńskiej, laureatki wielu międzynarodowych konkursów, potoczyło się błyskawicznie. Jeszcze jako studentka gdańskiej PWSM, na międzynarodowym konkursie w Tokio-Nagasaki za wykonanie partii Butterfly (1973), spośród 50 najwybitniejszych sopranistek z całego świata, znalazła się w czołówce (IV nagroda). Na Międzynarodowym Konkursie Wokalnym im. Fiancesco Vinas w Barcelonie (1974) uzyskuje III nagrodę, na XX Międzynarodowym Konkursie Wokalnym w Tuluzie (1974), spośród 72 artystów zdobywa I naprodę - Grand Prix oraz Wielką Wazę Prezydenta Francji, natomiast uczestnicząc w międzynarodowym festiwalu Im. Kati Popowej w Pleven (Bułgaria, 1976) — otrzymuje złoty medal

A jak doszło do tak pięknych sukcesów?

Po . ukończeniu średniej szkoły muzycznej w Gdańsku-Wrzeszczu, rozpoczyna studia w gdańskiej PWSM, w klasie,, cenionego pedagoga prof. Barbary Bragińskiej—Iglikowskiej kończy tę cenioną w kraju uczelnię, otrzymując dyplom z wyróżnieniem. Przypada to na 1974 rok.

Na scenie operowe] w Gdańsku debiutuje, śpiewając tytułową partię w operze G. Pucciniego „Madame Butterfly". Przez 4 lata wiąże się z tą sceną, kolejno przez, jeden sezon śpiewa w Teatrze Wielkim w Łodzi, a następnie angażuje ją Opera Poznańska, w której przebywa do dziś.

W bogatym repertuarze artystki znajduje się wiele partii operowych. Oto one: Mitaela w „Carmen" Bizeta, Małgorzata w „Fauście" Gounoda, Elza w „Lohengrinie" Wagnera, tytułowa partia w „Tosce" Pucciniego (śpiewała ją również w Hannowerze i Bratysławie), Leonora w ..Trubadurze" Verdiego, św. Małgorzata w „Joannie na stosie" Honeggera, Taniła w ..Lordzie Jimie" Twardowskiego, Eurydyka w „Orfeuszu i Eurydyce" Monteverdiego, tytułowa rola w „Hrabinie' Moniuszki. Już niedługo usłyszymy ją w tryptyku Pucciniego — w „Płaszczu" (Gieorgetta) oraz w „Siostrze Angelice" (partia tytułowa).

Warto dodać, że Bożena Porzyńska uczestniczyła w ub. roku w Telewizyjnym Festiwalu Młodych Wokalistów w Ostendzie, śpiewając 2 arie - Donny Leonory z opery Verdiego „Moc przeznaczenia" I Micaeli z op. „Carmen" Bizeta, natomiast ostatnio z dużym powodzeniem występowała w Samarkandzie. śpiewając na tamtejsze] scenie operowej partię tytułową w operze Pucciniego „Madame Butterfly" oraz partię Małgorzaty w op. „Faust" Gounoda. Obecnie artystka przygotowuje nowe partie: Mimi w „Cyganerii" Pucciniego, Lizy w „Damie Pikowej" Czajkowskiego oraz Tatian - w „Eugeniuszu. Onieginie Czajkowskiego.

Od wielu lat Bożena Porzyńska uprawia szeroką działalność artystyczną. Występuje na scenach operowych w kraju i zagranicą, w koncertach symfonicznych, oratoryjnych, daje recitale. Zdając sobie sprawę, że estrada koncertowa stwarza artyście znakomite warunki do samokontroli i obnaża wszystko, pozostawiając go sam na sam - z muzyką i publicznością. Bożena Porzyńska formę tej działalności artystycznej stawia wysoko. Występuje więc z recitalami, niezwykle starannie przygotowanymi,, do dziś korzystając z cennych konsultacji, przeprowadzanych ze swoim pedagogiem prof. Barbarą Bragińską-lglikowską, zawsze życzliwą i udzielającą fachowej pomocy.